RSS
 

Pizzeria Królewska

18 cze

Któryż z mieszkańców Gdańska nie zna Pizzerii Królewskiej? Zlokalizowana w Pasażu Królewskim istnieje od kiedy pamiętamy. Zawsze też podawała pizze i dania obiadowe w zwykłym, osiedlowym stylu. Można ten styl krytykować, ale w każdej dzielnicy takie punkty są i w sumie powinny być. Jest podaj jedyną pizzerią w centrum (poza Telepizzą), która dowozi pizze do zamawiającego. Kiedyś jadaliśmy tam często de volaille’a. Pyszne surówki, trochę gorzej z panierką. Ostatnio jednak znacznie ukrócono kartę, zlikwidowano małe i duże, na rzecz tylko dużej średnicy pizzy. Pozostała ona jednak w starym, polskim stylu. Za gruba, zza dużą ilością sera. W ofercie gastronomicznej przeróżnych pizz, które oferuje dziś miasto nie jest to już to rewelacja. Dla sentymentalnych pozostaje jednak stałym punktem, do którego z sympatią się wraca. Choćby na małą przekąskę czy piwo, które w tym lokalu jest jednym z tańszych w centrum, bo po 6zł./0,5l. Minusem jest brak toalety, tzn. trzeba pójść do obsługi, pobrać klucz do toalety znajdującej się w drugiej części pasażu, a następnie odnieść klucz do baru. Tyle lat i nic nie udało się z tym zrobić. Z plusów należy też dodać duży TV, na którym na życzenie obsługa potrafi włączyć mecz i obszerny ogródek, w zimne dni ogrzewany, z którego oglądać można przeróżne eventy organizowane na Targu Węglowym.

No cóż, gdyby popracowano nad zrobieniem prawdziwej, włoskiej pizzy z domowym sosem, z cieniuteńkim ciastem, z nielicznymi składnikami, stałoby się to miejsce jednym z najbardziej uczęszczanych…właśnie dla pizzy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Gdańskie puby, kawiarnie i nocne lokale cz. 2

01 cze

Rozpoczynamy drugą część naszej podroży po gdańskich pubach, kawiarniach i nocnych lokalach. Najlepiej zacząć od początku, a więc od Targu Węglowego. Dla wielu wyprawa zaczyna się właśnie tam bo przyjeżdżają do centrum, wysiadając przy Bramie Wyżynnej. W budynku LOT-u od tyłu można wejść do czynnego od czwartku do niedzieli od godz. 17 Clubu Echo. Super miejsce, bo jest tam przede wszystkim dyskoteka, w niektóre dni grająca to, przy czym naród bawi się najlepiej czyli disco polo. Ceny alkoholi wysokoprocentowych bardzo korzystne 5-6zł za shocika, piwa umiarkowane bo 6-8zł. Tuż obok mamy pub Klub WILD-DOGS. To jest miejsce czynne od 10 i raczej skierowane do klienta – jakby to określić, żeby nie obrazić miejsca i ludzi – który lubi pić przed południem i nie szukają wyrafinowanych doznań. Raczej w średnim wieku. Cena piwa zaczyna się od 6zł. Oferują także jedzenie, ale w tej najprostszej wersji czyli np. zapiekanka…Obsługa bardzo miła! W sąsiedztwie zlokalizowany jest też pub Kapsel. Typowy pub piwny (z cenami od 5zł za piwo), nie zawsze otwarty, z toi toiem obok. Tu jest jeszcze więcej tego samego o czym pisaliśmy 3 zdania wyżej. Pan Barman miły, szarmancki, zna się z każdym ze swoich klientów, a oni między sobą też się świetnie znają. No, dla kogoś kto lubi takie klimaty, lub chce w gorący dzień napić się piwa w ogródku piwnym i pójść dalej, to będzie zadowolony. Po przeciwnej stronie Targu, tam gdzie teraz trwa remont, a było przejście i niezapomniany klub Piękni, Młodzi i Bogaci, znajduje się pub Cafe Absinthe. Lubimy to miejsce, ma swój klimat, wygodne kanapy, piwo z kija jest po 5 zł., tylko trzeba uważać, bo od 17, a do 17 po 8zł. W sezonie czynne od 15, poza właśnie od 17. Nie można też zapomnieć o czynnym od 15 pubie Zimne Nóżki. Piwo od 6zł. Można zamówić proste dania typu kiełbasa, żurek, frytki…Obejrzeć mecz. Trochę kiepskie są krzesła. Wysokie i twarde, ale lokal ma swoje oblężenie.

Kierując się dalej ul. Św. Ducha na rogu zahaczamy o – też już legendarny Klub Parlament. Urządza koncerty i dyskoteki. Kiedy jeszcze byliśmy młodzi, w drzwiach stał bramkarz, a alkoholu nie kupowało się za gotówkę tylko specjalną kartą klubowicza, z której ściągana była określona suma. Czy jeszcze tak jest nie wiemy, bo wyrośliśmy. Drepczemy dalej i lokum po dawnym sklepie rowerowym, który teraz przeniesiono na Ogarną, zajmuje obecnie czynny od 18 pub Alkatraz Shot Bar. Miejsce przestronne, czyste, zadbane. Obsługa bardzo sympatyczna, ale krzesła dość mało wygodne, wysokie i ciężkie. Można obejrzeć mecz. Ceny piw zaczynają się od 7zł. Kilkadziesiąt metrów dalej otworzyła się niedawno kawiarnia Perro Negro. Przede wszystkim zacząć trzeba od przesympatycznej kelnerki. Uroczo się z nią rozmawia. Wystrój normalny, ceny piwa (a dostępne są też te kraftowe) zaczyna się od 7zł. Czynne od 13 do 21. Po drugiej stronie ulicy, zadebiutowała też niedawno inna kawiarnia, o nazwie Matko i Córko – swoją drogą skąd oni biorą te nazwy? Oferuje przeróżne kawy, herbaty, kilka rodzajów deserów i tortów, piwo o ile pamiętamy można kupić już za 7zł. Czynne od 10 do 22. Czy miło i sympatycznie? Jak wszędzie, ale nie mamy do tego miejsca jakiegoś specjalnego sentymentu. Gdybyśmy poszli dalej to tuż za Kaplica Królewską trafilibyśmy do niewielkiej kawiarni Młynek. Bardzo nowa, tak, że alkoholu jeszcze nie ma. Czy będzie mieć – nie wiadomo. Ma za to kanapki i miłą obsługę!

A zatem wypadłoby skręcić w prawo na ul. Piwną. Tu znajdziemy otwarty od 18 mały lokalik o nazwie Lumi, serwujący wyłącznie shoty od 5zł. w górę. Bardzo przyjemnie można tam spędzić, krótki czas. Ot taka przerwa w podróży lub jak czujemy, że nie dopiliśmy, a nocny zaraz odjeżdża. Nad tym lokalem jest inny, większy, serwujący piwo podobno przez sobie ważone, ale też i inne. Browar Piwna, bo o nim mowa ma swoich zwolenników, tylko że my do niech nie należmy. Lubimy sobie pogadać z obsługa, lubimy określone rodzaje piwa, a tam człowiek się czuje anonimowy, piwo domu ma zaś dla nas zbyt wielką goryczkę. Ładnie urządzony, serwuje jedzenie raczej właśnie w pubowym stylu. Czynne od 12 do 0.00. Obok znajduje się lokal Przystanek Piwna czynny w podobnych godzinach, ale mamy wrażenie, ze to ta sama rodzina, bo jest wewnątrz swobodne przejście z jednego lokalu do drugiego. Po tej samej stronie znajduje się pub i kawiarnia The Old. Miejsce typowo nastawione na turystów. Proste piwa, proste kawy, proste alkohole. Niczym się specjalnie nie wyróżnia, nie przyciąga. Można wejść, ale gdy jest taka oferta… Idziemy dalej i schodkami na dół wchodzimy do wspaniale urządzonego, acz małego lokalu Jopengasse. Zdołali jednak wygospodarować miejsce do siedzenia. Minus jest taki, że z alkoholi zamówić można tylko wino i piwo rzemieślnicze. Czynne od 15, ale to elastyczna godzina, bo zdarza się, że o tej porze jeszcze jest zamknięte. W gmachu Zbrojowni urządzono podobny lokal, czyli z piwami niszowymi i winem, ale to jest z kolei kawiarnia, a więc większą uwagę poświęcają kawie. Zbrojownia Store, bo tak się nazywa oferuje też przeróżne kanapki i tarty (chyba też na ciepło).

W budynku należącym do regionalnego wydania Gazety Wyborczej, które niejako sąsiaduje ze Zbrojownią, znajduje się bardzo przyjemna knajpka Kieliszki na Tkackiej. Jest piwo, ale my piliśmy tam wino. Bardzo miły Pan Kelner, TV z programem na życzenie, wygodne fotele, ciepło, kameralnie…to jest to co lubimy! O Bruderschatf już wspominaliśmy. Wdepnęliśmy tam w końcu na whisky. Ceny raczej wysokie, ale to jedne z tych miejsc, co mają też swoich stałych klientów.

A jeśli jesteśmy już na Długiej, to możemy pójść aż na Długi Targ i wstąpić do Śledzika od kapitana lub Czerwonej Sukienki. Oba lokale znajdują się vis-à-vis Neptuna i Dworu Artusa. W obu podają piwo (co ciekawe poza sezonem po za 6zł w tym pierwszym, a w sezonie po 10-12zł., zaś w drugim lokalu są po 8-10zł., natomiast w sezonie zimowym jest w ogóle zamknięty). Do tego w śledziku można zamówić coś do jedzenia np. zapiekankę za 12zł., pierogi, śledzia, a latem lody. W drugim podają tylko gofry i lody. Nic klimatycznego tam nie ma. Ale co centrum turystyczne to centrum.

Może wiec lepiej skręcić ciut wcześniej na ul. Kaletniczą i zajść do pubu Red Light. Ostatnio widzieliśmy, że mają otwarte już ok. 14, poza sezonem od 17. Lokal bardzo klimatyczny jak się tylko wejdzie, ale tu trudno znaleźć miejsce, więc trzeba zejść na dół. Tu jest obszernie, ale bez klimatu. Ceny raczej średnie. Plusem jest fakt, że można zamówić do jedzenia pizze lub burgera, ale jakiej jakości? Nie wiemy!

Stąd już rzut beretem od ul. Chlebnickiej. Na niej cztery propozycje: No to cyk – wiadomo – tani i szybki alkohol. Po drugiej stronie ulicy nowy pub Tabaka. Ot, normalny punkt do picia. Czynny od 18, piwo od 7zł. Obsługa przystępna. Dalej, wspominana już i podobnie jak Kieliszki na Tkackiej kameralna kawiarnia Cafe Libertas. Podają tylko wino, ale i tak warto! Choć często, nawet w maju, zamknięta już ok. 21. A na końcu, przy Bramie Chlebnickiej otworzono kawiarnie Oficyna Gdańska. Nie podają alkoholu, tylko kawę i ciasto, ale i tak trafić, żeby było otwarte, to cud!

Możemy też udać się w inne rejony. Na ul. Kuśnierskiej znajduje się wręcz oblegana Pijalnia Wódki i Piwa. Byliśmy tam tylko raz. Wszyscy wiedzą, że w pijalni się tanio pije. Znajomi polecają szczególnie tatar. Nie mamy powodów, aby im nie ufać, być może więc warto zamówić! Na ul. Ogarnej warto wstąpić do pubu Ogarna 107, choć ciężko do nich trafić. Czynne od 18. Super nocny klimat, miła obsługa, wygodne siedzenia, piwa od 7zł. Polecamy!

Przenosząc się w drugą część swoistej „starówki” lądujemy na ul. Straganiarskiej. O Pułapce już wspominaliśmy. Naprzeciw jest Cafe Lamus. Lokal niewielki. Obsługa jest tak zajęta sobą i znajomymi, że nie dało się złożyć zamówienia. Obok zaś, pub Lawendowa 8. Wyłącznie piwa niszowe, barman miły, wystrój surowy. Można obejrzeć mecz. Dla miłośników takich trunków, super sprawa.

Kto zaś lubi włóczyć się po zakamarkach, to polecamy Degustatornię na ul. Grodzkiej, Klubolgalerię Bunkier na ul. Olejarnej i pub Loft na ul. Na Piaskach. Pierwszy z lokali podaje różne piwa w cenie od 7zł. można też zamówić coś prostego do jedzenia. Zaletą jest niższy poziom. Spokojnie można urządzać imprezy zorganizowane. Drugi pub, czynny od 17, to wielopoziomowy lokal. Również można zamówić burgera, piwa podają od 7 zł. dużo miejsca i muzyki, klimat klubowy, wygodne kanapy. Obsługa taka sobie. Do ostatniego z lokali najtrudniej trafić, bo znajduje się w podwórku wychodzącym na tyły Wielkiego Młyna. Ma swoich zwolenników i wiernych klientów. Przytulnie, ale piwa wyłącznie kraftowe.

Rzutem na taśmę, wypada wspomnieć też o czynnym już od wczesnego popołudnia wrzeszczańskim pubie Cockney oraz Barze Piwnym przy rynku na ul. Białej. Pierwszy z nich nie zachęca, ciemno, buro i ponuro. Do tego nie pierwszej świeżość toalety i w ogóle zapach w środku. Ale można się napić od biedy. Drugi to lokal z automatami. Przemiły Pan Barman, dużo piwa do wyboru i ceny raczej znośne. Gdyby to była nasza okolica to być może bywalibyśmy tam często. A zatem do dzieła! Zachęcamy do konsumpcji i miłego spędzania wieczorów na gdańskich uliczkach, w gdańskich pubach, klubach i kawiarniach! My mamy swoje ulubione lokale, ulubione piwa i drinki, ulubionych właścicieli i barmanów, ulubionych znajomych od kufla. Niektórzy się wykruszają, niektórzy przybywają! A dalsze poszukiwania gastronomicznych perełek trwają!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Kawiarnie/Puby

 

Allora

05 maj

Lokal po byłej i jakże miło wspominanej aptece przy Grobli III, zajmuje teraz włoska restauracja Allora. Obsługa włoska – dosłownie bo włoska gościnność i Włosi są kelnerami. Czy wystrój zachęca do biesiad? Nie za bardzo, bo jest utrzymane raczej w surowym stanie. No, a sama kuchnia? Ludzie na forach zachwalają, a dla nas jest dobrze, ale tylko dobrze. Krem z pomidorów nie za gęsty, smaczny, choć nie wyjątkowy czy charakterystyczny jak gdzie indziej. Wielki plus, że nie dodali mozzarelli, która się ciągnie i oblepia łyżkę. Ale i samej łyżce chcielibyśmy poświęcić kilka słów. Albo była wygięta, albo producent tak ja zbudował, trzymanie jej jednak powodowało ból ręki. Coś niesamowitego, bo nigdy nas podobna przygoda przy używaniu sztućców nie spotkała.

Z innych dań bruschette z trzech odsłonach (a możliwe było zamówienie 10 odsłon). Z grzybami w sosie czosnkowym, z konfiturą z czerwonej cebuli i sera pecoriano romano oraz bresaola z rukolą i parmezanem. Ta ostatnia bardzo porządna, z cebulą na słodko też fajna. A tymczasem ostania byłaby wspaniała, gdyby nie fakt, że grzyby były serwowane na zimno i nie były pieczarkami. Tzn. mogłoby i być, ale o tym trzeba pisać w menu, inaczej jest to dla nas wprowadzanie klienta w błąd. Porcja za 18zł. duża, żeby zaspokoić głód.

bruschette-kopiowanie

BRUSCHETTE Z CZERWONĄ CEBULĄ, PIECZARKAMI I BRESOLĄ

No i sztandarowa pozycja w menu czyli pizza. Ukłony, że podawana jest także bez sosu pomidorowego, ale ten klasyk z sosem, który próbowaliśmy nas nie powalił i to właśnie przez sos. Choć nałożony w dużej ilości, smakuje jak kupny przecier pomidorowy, który dodaję do zupy. Mnie nie podszedł, przez co nie mogę pizzy zaliczyć do najlepszych. Dla mnie nadal górą jest La Cucina. Samo ciasto smaczne, cienkie, chrupiące, ale z grubym brzegiem. Dodatki doskonałe. Zamówiliśmy jeden dodatkowy składnik, za który nic nie doliczono, co poczytujemy za kolejny plus.
Lokal obszerny i dobrze zlokalizowany, wróżymy mu więc wielką popularność w czasie jarmarku. W toalecie jest miejsce do przewinięcia bobasa, chętnie wpuszczają z psem. Kawa i sok za 6zł., herbata za 7zł. Tylko 1 regionalne piwo za 13zł., wino domu za 8zł.

 
 

Dwór Kuźniczki

22 kwi

Stosunek do Dworu Kuźniczki we Wrzeszczu mamy mieszany. Na pozór eleganckie, ale z kuchnią taką sobie. Sala zlokalizowana w piwnicach ma typowo piwniczny charakter. Starano się, aby wyszło romantycznie, w jest w sumie zimno. I to dosłownie, bo w marcu na sali dominowało przejmujące zimno. Do tego nie podobała się nam droga na salę, ciemna, długa, sprawiająca wrażenie jakbyśmy kierowali się na zaplecze, a nie do sali jadalnej. Na górze jest małe przeszklone, pomieszczenie jadalne, gdzie można wpaść np. na pizze. Ta sala wydała nam się cieplejsza. I być może mając kiedyś jeszcze okazję tam właśnie zajrzymy. Bo sala dolna nas odstraszyła!

chipsy-wieprzowe-kopiowanie

Chipsy wieprzowe, majonez, mąka ryżowa, wędzona papryka

Co do samego jedzenia to wybraliśmy rosół z kołdunami nadziewanymi dziczyzną za 14zł oraz chipsy wieprzowe za 15zł. Rosół i pierożki całkiem dobre. Cienkie ciasto, dobrze doprawiony farsz. Drugie danie gorsze. Zamówiliśmy je, bo zawsze to coś innego niż podają w pozostałych knajpach. Kawałki przesuszonej, tłustej, ciągnącej się i twardej wieprzowiny obtoczone w mące ryżowej i usmażone w głębokim oleju. Do piwa może niby być, ale już lepsze są same frytki. Toteż nie tęsknimy za tym miejscem i raczej nie prędko tam znowu zajrzymy. Kto jednak przyjdzie i utrafi z zamówieniem ten raczej zawiedziony nie wyjdzie, bo kucharz potrafi gotować kuchnię polską.

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Przystawki, Zupy

 

Long Island – Hotel Arkon Park

10 kwi

Cenimy markę Best Western – sieci hoteli i ich oferty gastronomicznej. Dlatego też z przyjemnością weszliśmy do położonej na Przymorzu restauracji Long Island hotelu Arkon Park. Jako, że oferta przystawek ograniczała się tylko do zimnych talerzyków, zdecydowaliśmy się tylko na zamówienie zupy borowikowej z jajkiem za 16zł. Pyszny, delikatny i esencjonalny bulion. Do tego jajko w koszulce, kilka dużych kawałków grzybów. Całość wyglądała i smakowała znakomicie. Szkoda, że tak daleko i może za mało, aby oceniać całość oferty, ale mając okazję ponownie tam zajrzymy.

grzybowa-arkon-kopiowanie

ZUPA BOROWIKOWA

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Zupy

 

Kawiarnia Kuźnia – Orunia

03 kwi

Miejsce z potencjałem, bo ma klimat. Usytuowane jest w ładnym budynku, w atrakcyjnym dla Oruni miejscu. Wyobrażamy sobie, że dla wielu mogłoby się stać żelaznym punktem odwiedzin po niedzielnej mszy świętej. Z jednej strony bliziutko kościoła, w centrum, ale od strony ogródka cisza, spokój i śpiew ptaków. Ale, ale…być może jeszcze na to za wczesna pora roku, wydaje się jednak, że nie jest to lokal oblegany przez dzieci i młodzież. Po pierwsze ze względu na ceny, które dla centrum byłyby normalne, ale że to Orunia, to należałoby trochę zjechać z oczekiwaniami. Po drugie brak oferty dla najmłodszych np. o godz. 12 w niedzielę nie ma już gofrów, brak dużej chłodziarki z lodami do wyboru, a wokół aż roi się od potencjalnych małych klientów, które namawiają rodziców na weekendową fundę.

Wnętrze nawet ładnie urządzone, z wygodnymi fotelami, ale przeraźliwie zimne, przez co odstrasza. Usiedliśmy więc w już otwartym ogródku. Chociaż nie tak do końca otwartym, bo stoły owszem stały, ale krzesła były tylko przy jednym (zajętym już) stoliku, w konsekwencji czego sami musieliśmy sobie przynieść resztę krzeseł ze środka lokalu. Kolejni gości zresztą też. I tak płynnie przechodzimy do obsługi, która jest grzeczna, ale nic ponadto. Najpierw kelnerka wręcz wyprosiła nas z baru, mówiąc, że napój przyniesie, po czym nastąpiła długa chwila, gdy nic się nie działo. W końcu powtórnie wstaliśmy domagając się otrzymania  zamówionego przez siebie napitku. I można by na to machnąć ręką, gdyby jeszcze nie jeden szczegół. A mianowicie toalety. Kluczyk pobiera się przy barze i tam tez odnosi. Wygląda to tak jakby kawiarnia przeżywała najazd Hunów z chorym pęcherzem i musiała koniecznie mieć kontrolę nad tym kto z łazienki korzysta. No dajcie spokój, ani to nie jest tak gwarne miejsce, ani ta toaleta nie ocieka złotem, żeby przy niej staż stawiać. Miejsca tej klasy powinny otwierać się na zewnątrz. Każdy wszak wie, że za darmo z łazienki korzystamy, jeśli jesteśmy klientami, jeśli nie, to najpierw podchodzimy do obsługi i pytamy czy możemy skorzystać. A jeśli nawet trafi się jakiś bezczelny naciągacz, która wśliźnie się do lokalu tylko po to, żeby podstępnie skorzystać z łazienki nie płacąc, to czy warto dla takich przypadków zamykać toaletę na klucz? Dziwacznie to dla nas wyglądało.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Kawiarnie/Puby

 

Fusion Sushi – Wrzeszcz

01 kwi

Gdy będąc w okolicy dworca kolejowego we Wrzeszczu poczujemy się głodni, warto zajść do japońskiej restauracji Fusion Sushi. Wystój bardzo przyjemny, elegancki, choć warto by pomyśleć o lepszej wentylacji lokalu. Zamówiliśmy japońskie pierożki z mięsem kurczaka. Do tego dodano nam sałatkę z surowych warzyw w sosie sojowym, z prażonym sezamem. Wszystko się ze sobą bardzo dobrze komponowało. Farsz lekki, dobrze wysmażony, przypominał nasz rodzimy, którym wypełniamy pierogi. Generalnie bardzo dobre danie na mały głód.

Miejsce wyróżnia się elegancją na tle pozostałych lokali w okolicy m.in. Bary Mandarynka czy Baru Kebab i zachęca do powtórnego odwiedzenia. Podobnie zresztą jak druga ich restauracja w Oliwie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Przystawki

 

Prologue cz. 3

12 mar

Kolejna relacja z naszych wspaniałych wizyt w Prologue. Na początek:

paczek-wisnie-maliny-kopiowanie

PĄCZEK, CREME FRAICHE, KOMPRESOWANE W SYROPIE WIŚNIE, CZARNA PORZECZKA W KAWIE ZBOŻOWEJ, COULIS OWOCOWE

- sałatka z grillowanymi sardynkami z konserwową papryką i grzanką z tapenadą – w wykonaniu doskonałe, w smaku jak dla nas takie sobie, bo nie przepadamy za konserwową papryką, a jako że to sałatka to brakowało nam jakiegoś dressingu lub choć oliwy. Danie było za suche.

sardynki-papryka-pomidory-kopiowanie

GRILLOWANE SARDYNKI, PAPRYKA, PODSUSZANE POMIDORY, MIESZANKA ZIELONYCH SAŁAT, GRZANKA Z TAPENADĄ

- kaczka confit z cassoulet z fasoli (bardzo przypominającą smakiem naszą rodzimą fasolkę po bretońsku) z dodatkiem topinamburu, grzybów i wytrawnego sosu – doskonałe w swym połączeniu, smaku i aromacie, ale nie aż tak jak kolejne danie.

kaczka-fasola-tapinambur-sos-marsala-kopiowanie

KACZKA CONFIT, CASSOULET Z FASOLI, TOPINAMBUR SAUTE, PORTOBELLO, SOS Z WINA MARSALA

- polędwiczka wieprzowa z marchewką, grzybami i cudownym kremowym puree z jabłka i pietruszki. Kalafior i seler też smaczne, ale umówmy się, to nie są nasze ulubione warzywa. Tym niemniej tego trzeba spróbować i gorąco polecamy, podobnie jak poniższy deser.

poledwiczka-seler-kalafior-kopiowanie

POLĘDWICZKA WIEPRZOWA, SELER PIECZONY W MASIE SOLNEJ, PALONY KALAFIOR, PURE Z JABŁKA I PIETRUSZKI

- małe, chrupiące pączki bez nadzienia, ale z nasączonymi w syropie wiśniami i czarnymi porzeczkami oraz niebiańskimi malinami (pokruszonymi i w całości), chłodnymi, orzeźwiającymi. Dla tego deseru warto przyjechać aż z Paryża, albo z innej stolicy deserów. Kolejny deser równie smaczny, ale jak dla nas już za słodki, a mowa tu o

- brownie z czarnej czekolady i chili, nadziewanymi pestkami moreli, które smakowały jak migdały nasączone w kawie. Do tego sos z płatów róży, wata cukrowa i choć trochę orzeźwiające całość lody wiśniowe. Dla miłośników słodkości bomba!

  browni-z-chili-kopiowanie

BROWNIE Z GORZKIEJ CZEKOLADY I CHILI, PESTKI MORELI, JAŁOWCOWA WATA CUKROWA, COULIS Z PŁATKÓW RÓŻY, LODY WIŚNIOWE

Jedząc paczki pomyśleliśmy sobie, że gdybyśmy mięli mnóstwo pieniędzy, kupili sobie drogi jacht i kompletowali załogę to właśnie załodze Prologue zaproponowalibyśmy współpracę. Gdybyśmy zostali prezydentem lub królem, to właśnie do Prologue zwrócilibyśmy się z pytaniem czy nie zechcą zostać naszymi nadwornymi kucharzami i przyrządzać wystawne przyjęcia dla naszych gości. A gdybyśmy byli właścicielami restauracji, posiadającej 3 gwiazdki Przewodnika Michelin to by oznaczało, że ci kucharze i ta obsługa już dla nas pracuje. Czemu nie mają? Bo dla wielkich recenzentów płn. Polska to teren zupełnie nieznany, podobnie jak i wiele innych regionów na świecie. Ich strata! Odmawiają sobie wyjątkowych doznać, którymi my możemy się cieszyć na co dzień lub choć od święta.

 

Rada Miasta

25 lut

Restauracja, a właściwie winiarnia Rada Miasta zlokalizowana jest w piwnicach historycznego ratusza na Starym Mieście. Winiarni w Gdańsku jest niewiele, a jeszcze mnie takich, które podają jedzenie, tym większy atut dla pomysłodawców. Wystrój klasyczny, elegancki, nowoczesny, a obsługa urocza prawie jak we włoskiej knajpce. Gorzej z jedzeniem, które może nie jest jakieś straszne, ale też niestety nie powala. Spróbowaliśmy mule w sosie szafranowym z grzanką, rybkę sajrę z pikantna salsą, nereczki cielęce z czosnkiem w białym winie oraz zupę cebulową z grzanką z serem. Do pierwszego z dań nie mam zarzutu, bo było takie jak powinno być. Dwa kolejne talerzyki, dużej wielkości jak na tzw. tapas średnio dobre. Rybka z oleju (o teksturze przypominającej nasze znane szprotki z puszki) położona na grzankach i przykryta paprykową, ale łagodną, a wręcz słodkawą salsą – no nie powaliło nas to danie, i winą za to należy obarczyć właśnie tę salsę. Nereczki jak to nereczki – smakują jak podroby, ale w dobrej jakości przyrządzenia. Dużym rozczarowaniem była natomiast zupa cebulowa. Nijaka w smaku. Czy za krótko cebulowa smażona, czy bulion kiepskiej jakości? A do tego grzanka utopiona z wywarze. Zmieniła smak zupy, rozlazła się w niej. Nie, tak się cebulowej robić nie powinno. Wrażenia takie sobie, bo chciałoby się pochwalić, ale czujemy niedosyt. Więcej się spodziewaliśmy po takim miejscu. Atutem są ceny – rozsądne jak na centrum.

rada-miasta-nereczki-sajra-kopiowanie

SAJRA Z PIKANTNĄ SALSĄ, NERECZKI CIELĘCE W BIAŁYM WINIE, ZUPA CEBULOWA

 
 

MONO Kitchen

13 lut

W MONO Kitchen byliśmy zaledwie kilka razy. A z tego względu, że lubimy miejsca kameralne, a restauracja hotelu Stay Inn ma wielkie okna, skąd zaglądają nam do talerza przechodnie. Tym niemniej wnętrze jest urządzono nowocześnie i dość przytulnie, zwłaszcza wieczorami. Co więcej, na jedzeniu też się tam nigdy nie zawiedliśmy. Może należałoby więcej czasu poświęcić nad połączeniem różnych składników ze sobą, ale wszystko czego próbowaliśmy jest ładnie podane, świeże, przyprawione i dobrze przygotowane. Minusem jest również wysoka cena napoi, ale już ceny jedzenia adekwatne do jakości. Oto kilka wypróbowanych dań:

krewetki-z-segmentem-ogorkowym-kopiowanie

KREWETKI Z CHIPSAMI KREWETKOWYMI I SEGMENTEM OGÓRKOWYM

spagetti-pomidorowe-z-parmezanem-kopiowanie

SPAGHETTI POMIDOROWE Z PARMEZANEM

Możemy z czystym sercem polecić. My jesteśmy przekonani, że wszystko czego spróbujecie będzie wam smakowało.

 
Komentarze (2)

Napisane w kategorii Dania Główne, Przystawki

 

Long Street 52 cz. 2

01 lut

Potwierdza się nasza teza, że jak na razie to jedna polecana knajpka na Długiej. Zaszliśmy raz tam na lunch, zamawiając krem z marchwi z mlekiem kokosowym i pieczone udko z kurczaka z orientalnym ryżem za 25zł. oraz focaccie z rozmarynem za 12zł. Zdjęcia nie odzwierciedlają doznań smakowych, a zwłaszcza zapachowych. Przepyszny, gęsty i łagodny krem oraz chrupiące ziarna orzechów to jedna z ciekawszych propozycji. No i drugie danie! Czytając myśleliśmy raczej o Dalekim Wschodzie, a wyszło, że jest w stylu Bliskowschodnim. Przyprawy, które użyto, czyli anyż, goździki…przypominały raczej arabską kuchnię. Samo zaś mięso doskonale upieczone i kruche.

focaccia-kopiowanie

FOCACCIA Z ROZMARYNEM

Focaccia to przystawka, ale wielkości pizzy, więc można się nią najeść lub zamówić jako starter dla 4 osób. Ciekawa alternatywa dla pizzy. Cienkie, chrupiące ciasto, aromat rozmarynu, choć nam szczerze mówiąc brakowało jakiegoś sosu do maczania kawałków wypieku.

krem-z-marchewki-kopiowanie

KREM Z MARCHEWKI Z MLECZKIEM KOKOSOWYM POSYPKA Z MIGDAŁÓW I ORZECHÓW WŁOSKICH

A teraz jedna uwaga. Obsługa kelnerska powinna być na wśród gości i mieć ciągły kontakt wzrokowy z salą. Tymczasem kelnerzy chowają się albo za reklamową kotarą, albo wchodzą do kuchni i ich nie ma. Na przyjęcie zamówienia, odniesienie talerzy, przyniesienie reszty czeka się wieki. Poza tym są bardzo mili, szczególnie jeden kelner, ale nad tym co napisaliśmy trzeba popracować.

udko-z-orientalnym-ryzem-kopiowanie

UDKO Z KURCZAKA Z ORIENTALNYM RYŻEM I WARZYWAMI

 
 

Delmonico Cut Stekhouse w Gdańsku

15 sty

Pierwsza restauracja Delmonico Cut Stekhouse powstała w Sopocie. Specjalizowała się i tak jest do teraz – w podawaniu wołowiny, a konkretnie steków. To na niej bazują dania, a karta ograniczona jest właściwe do burgerów i steków, choć można też w niej zaleźć jagnięcinę, kurczaka, rybę czy zupy. Menu przeszczepione zostało do ich nowego punktu, położonego przy ul. Szafarnia w Gdańsku. Lokal jest obszerny, nowocześnie urządzony, na pozór chłodny, ale gdy już usiądzie się w środku, czuć zgranie wystroju z podawaną kuchnią. Kelnerki sympatyczne, szybko obsługują gości. Minusem jest natomiast kontakt z kuchnią. Normalnie po przygotowaniu dania, kucharza dzwoni dzwonkiem, co jest sygnałem dla obsługi, że danie jest gotowe. Tutaj kuchnia krzyczy „Serwis!”, a głos rozlega się donośnie na całą salę.

delmonico-cut-stekhouse-szpik-kopiowanie

GRILLOWANY SZPIK KOSTNY Z CHIMICHURRI

A przechodząc do kuchni, to zamówiliśmy tylko przystawki. I dobrze, bo dania są duże. Nie jesteśmy entuzjastami takich wielkości, bo starter powinien być przygrywką do głównego dania, a nie zapchać żołądek, ale ci, którzy potrafią dużo zjeść, będą zachwyceni. Jako pierwsza wjechała na stół zupa cebulowa z grzankami za 18zł. Sycąca, gęsta, niczym gulasz, bardzo smaczna, delikatnie przyprawiona. Zupełnie inna niż sąsiednich gdańskich lokalach. Warto ją zamówić i spróbować.

delmonico-cut-stekhouse-zaupa-cebulowa-kopiowanie

ZUPA CEBULOWA Z GRZANKAMI Z PARMEZANU

Druga przystawka to grillowany szpik wołowy z sosem chimichurri za 29zł. To jest jedno z tych dań, do których należy mieć odwagę, bo struktura mięsa jest bardzo galaretowata, rozpływająca się w ustach, dla niektórych może być zbyt glutowata. Tu uwaga dla nadwrażliwych! Ale smak fantastyczny, zupełnie naturalny, delikatny! Do tego chrupiące grzanki i smaczny sos. Mamy natomiast do dania jeden zarzut neutralny i jeden osobisty. Ten neutralny, to to, że danie tonęło w tłuszczu. Pokrojone na wierzchu grzanki były tłuszczem przesiąknięte. Nie wiemy, czy tak miało być? Nam to przeszkadzało. Ten osobisty zarzut to niestety problem z naszym nosem. Jakbyśmy się nie starali to nie lubimy zapachu mięsa i sera z bydła, kozy czy owcy. Wiemy, że zaraz powiecie, że odbieramy sobie niezapomniane doznania, bo cielęcina i jagnięce mięso, kozie i owcze sery są najdelikatniejsze, ale cóż na to poradzimy? Aromat obok smaku w 90% (a może i więcej) stanowią czy nam coś podchodzi czy nie. W tym przypadku przeszkadzał nam wołowy aromat. Ciekawe czy gdyby to był szpik wieprzowy, to mielibyśmy podobne odczucia? Pewnie nie! To jednak nasze zdanie, których większość nie podziela. A zatem jeśli lubicie eksperymenty i wołowinę to zachęcamy, aby wpaść do tego lokalu. Należą mu się tym większe ukłony, gdyż podaje coś innego niż wszędzie! Za to cenimy również położoną niedaleko Szafarnię 10.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Przystawki, Zupy

 

Piwna 47 cz. 3

01 sty

Piwna 47 – ostatni raz, chyba że coś się zmieni. Ale od początku! Oglądaliśmy zdjęcia dania na stronie pomorskie-prestige.eu. Spodobało nam się i postanowiliśmy po raz kolejny (ale tylko ze względu na Bowke dać) szansę temu lokalowi. Ten kto porówna zdjęcia na wspomnianej stronie i na naszej, ten będzie wiedział, że kucharzom zależy raz bardziej raz mniej, w zależności komu jedzenie szykują. A to nie dobrze, bo każdy kto wchodzi do restauracji powinie się czuć jak szach perski.

My skusiliśmy się na królika. No widok mówi sam za siebie. A smak? Królik, podobnie jak kaczka, a resztą jak każde inne mięso wymaga wyczucia, dopieczenia, umiejętności i wyrobienia. Tu był przyzwoity, ale nic rewelacyjnego. Do tego kopytka – chyba najlepsze z tego wszystkiego. Zamiast wiśni, czereśnia, no chyba, że tylko tak smakowały, ale po wyglądzie i smaku chyba nie można ich pomylić. Warzywa jak warzywa. Słowem danie jak w Piwnej 47.

krolik-piwna-47-kopiowanie

KRÓLIK, GNOCCHI, WIŚNIA, GROSZEK, MARCHEWKA

Eh, już nic więcej nie napiszemy. Chociaż właściwie czemu nie? Niedługo pojawi się nowy cykl, prezentujący restauracje na prowincji, w podgdańskich wsiach i miasteczkach. Cuda wyczarowują, ci bardzo mało znani, niemedialni kucharze, a restauratorzy nie zdzierają z ludzi bez opamiętania. Kto był kiedykolwiek w Leźnie, Cedrach Wielkich, Grabinach Zameczku, Borczu, Kleszczewie, Wyczechowie, Pomlewie…ten wie o czym piszemy. Nawet biorąc pod uwagę różnice czynszu, bo nie o to chodzi, żeby się nażreć jak świnia za najniższą cenę, ale żeby przywieźć z takiej podróży nowe doświadczenia, wspomnienia, smaki i wrażenia. Będąc na Podlasiu, zupełnie przypadkiem zajeżdżaliśmy do jakiś przydrożnych zajazdów, gościńców, hoteli. Albo mieliśmy szczęście, albo tam po prostu doskonale gotują, bo w każdym było coś ciekawego. Dziczyzna, sery, nalewki, przetwory i gościnność, wręcz rosyjska gościnność. Aż się, żałuje, że nie można się tam wybrać tak po prostu na niedzielny obiad. Ale nie szkodzi. Można pojechać do nas na Kociewie, na Żuławy, na Kaszuby…wystarczy minąć Pruszcz albo obwodnicę i mamy Otomin, Miszewo, Żukowo, Babi Dół. Jak nie mamy samochodu, to wsiądźmy w PKS, na rower, skuter…pora może nieodpowiednia na wycieczki, ale już niedługo wiosna. Obojętnie jakim transportem, ale weźmy rodzinę, teściową, dzieci, psa, kolegów i smakujmy co mamy najlepszego tuż za rogiem. A jeszcze będziemy mogli część tych smaków zabrać ze sobą, bo wielu restauratorów prowadzi sklepy, gdzie można nabyć np. swojskie wędliny.

A dlaczego o tym wszystkim piszemy? Bo Piwna 47 jest za blisko, i ciągle kusi, by dać jej szansę. Lepiej dać szansę prowincji, mimo iż trzeba nadrobić drogi.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne

 

Oliwa Do Ognia

27 gru

Oliwa Do Ognia to kolejna pizzeria na mapie Gdańska, która warto polecić. Zlokalizowany na ul. Gancarskiej lokal, serwujący wyłącznie pizze pieczoną w piecu opalanym drewnem, jest niewielki. Ma dość stołówkowy charakter choćby przez brak menu, zamawianie przy ladzie czy konieczność samodzielnego przyniesienia sobie sztućców i oliwy. I to jest właściwie jedyny minus. No może jeszcze fakt, że oliwa smakowa jest kupna, stoi w tłustych, nieumytych po wcześniejszym użyciu butelkach, z resztkami na dnie. To powinno być zadbane, oliwa przelana do karafek, resztki oliwy zlane w jedną, aby nie sprawiało wrażenia, że dojadamy resztki. Jak dla nas także (i to generalna uwaga do wszystkich pizzerii) pizze powinno się podawać na talerzu, a nie na drewnianej desce z papierową tacką, która pod wpływem ciepła placka się rozpływa i miesza z ciastem.  

Za to smak i wygląd pizzy bardzo dobry. Cieniutkie ciasto, dobrze wypieczone, dobre składniki. Po La Cucinie chyba najlepsza jaką mieliśmy w mieście okazję zjeść. Szkoda, że nie świadczą dostawy na telefon.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne

 

La Famiglia w Gdańsku

12 gru

La Famiglia to kolejna propozycja z na rynku gastronomicznym, oferująca pizzę. Lokal jest nieduży, stoły wysokie i tylko jeden na środku duży, dla grupy zorganizowanej (8-10os), więc troszkę niewygodnie się siedzi. Obsługa miła, ceny przystępne, czas oczekiwania na posiłek krótki. Smak pizzy bardzo dobry, ciasto cienkie, chrupiące, troszkę za dużo dodatków na placku. Z minusów: na pewno to, że sami z siebie nie podają sztućców. Trzeba poprosić o przyniesienie, a te które podają są plastikowe. Wcale nie wyczuliśmy również ostrości w domowej oliwie smakowej, którą zamówiliśmy do polania pizzy. Ale i tak jesteśmy na plus!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne

 

Bellevue cz. 3

05 gru

Czasem idziemy na spacer i mamy ochotę cos przekąsić. I wtedy zachodzimy do Bellevue. Niedawno zamówiliśmy Cioppino czyli zupę z ryb morskich z grzanką z sosem curry aioli. Prawdziwe wow! Zwłaszcza grzanka! Smaczne, delikatne, lekko pikantne, kremowe…jedna z lepszych zup rybnych jakie mieliśmy okazje jeść. Ale ostatnio byliśmy też próbując polędwiczek wieprzowych z czerwonym puree i sosem śmietanowym. Danie świetnie skomponowane. Szczególnie smakowała nam świeża, pikantna sałatka, która była dodatkiem do dania. Do tego świetnie wypieczone mięso i doskonały sos. Stosunkowo najmniej nam smakowało puree, ale to dlatego, że nie bardzo lubimy połączenie ziemniaków i suszonych pomidorów.

cioppino-zupa-z-ryb-morskich-i-grzanka-z-sosem-curry-aioli-kopiowanie

CIOPPINO

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Dania Główne, Zupy

 

Chińska Hong

27 lis

Na Powstańców Warszawskich istnieje niewielki lokal serwujący, teoretycznie dania kuchni chińskiej. Zamówiliśmy tam kilka dań, w tym sajgonki z mięsem, pierożki Won-Ton, kurczaka w sosie HOISIN i żeberka chrupiące. Dania smażone, niestety przesiąknięte starym tłuszczem z frytkownicy, ciasto dobre, ale farsz? Po 1 niczym się nie różnił farsz z sajgonek od farszu z pierożków. Zero grzybów mun, zero makaronu ryżowego, zero warzyw typu marchewka, kolendra. Nawet przypraw azjatyckich się nie wyczuwało. Oto zwykłe mielone, zawinięte w ciasta chińskie. A do tego dodatki. Zamiast sosu chili podano nam ketchup i sos sojowy. W tej sytuacji napisanie, że pierożki były też źle sklejone, nie jest już takie istotne. Z dań głównych: oba nie miały azjatyckiego rysu, bo chyba jedyną przyprawą, która mogli tam dodać był sos sojowy, ale musieliśmy się bardzo starać, żeby go wyczuć. Żeberka z kiepskiego mięsa, bo całego oblepionego tłuszczem. Smak taki sobie. Lepszy był kurczak, ale znowu, gdzie Krym, a raczej, gdzie Pekin, a gdzie Rzym? Naprawdę lepiej zająć się kuchnia polską, niż kombinować z chińską.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne, Przystawki

 

Tao Thai Fusion

20 lis

Jako, że uwielbiamy kuchnię azjatycką, to ucieszyliśmy się z otwarcia kolejnej. Położona na ul. Szerokiej Tao Thai Fusion podaje kuchnie tajską. Ceny,. Podobnie jak w tajsko-laotańskiej Lao Thai, nie najmniejsze, ale jakoś naszym zdaniem w tej drugiej lepsza.

krewetki-marynowane-w-slodkim-sosie-chili-kopiowanie

KREWETKI MARYNOWANE W SŁODKIM SOSIE CHILI

Wystrój przyjemny. Obsługa jakoś taka mało sympatyczna i drętwa. Ale nie ma się co nią przejmować. Zamówiliśmy krewetki marynowane w słodkim sosie chili za 28 zł i zupę Tom Yum z kurczakiem za 22zł. oraz kurczaka w zielonym sosie curry za 36zł. Pierwsze danie byłoby bardzo dobre, gdyby nie to, że 2 na 6 krewetki były surowe. Nie wiemy jak oni to zrobili. Drugie danie porządnie przyrządzone, ale nie nasz smaki, bo zupa była kwaśno-pikantna. Najlepszy był kurczak. Wbrew zapowiedziom, optymalnie pikantny, podany z ryżem. Porcja sycąca. Tylko… no właśnie kurczak podany z warzywami oznacza przewagę mięsa, a tutaj mieliśmy przewagę warzyw 75:35.

tom-yum-kopiowanie

ZUPA TAJSKA TOM YUM

No niby można wybaczyć krewetki, ale nie ciągnie nas tam, jak do Lao Thai, więc jednak przy nich pozostaniemy.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Bez kategorii

 

Lao Thai cz. 4

10 lis

O Lao Thai pisaliśmy już kilkukrotnie i zawsze byliśmy zadowoleni z jej kuchni. I nadal jesteśmy, bo sosy do dań są doskonałe. Ostatnio urzekły nas Po Pia Koong, czyli springrolls z krewetkami królewskimi ze słodkim sosem chilli. Chrupiące ciasto, świeże, idealnie upieczone krewetki, pikantny sos – wow! Innym daniem, które promowaliśmy to Kai Sa-Teh, czyli grillowane, marynowane szaszłyki z kurczaka z sosem orzechowym. To danie mniej nam podeszło, ale nie dlatego, że było kiepskie, tylko dlatego to nie nasze smaki. Smakowała nam za to sałatka z ogórków i papryczek chilli. Wolimy szaszłyki wieprzowe w tej restauracji. Podobnie jak nie naszym smakiem były Kai Phad Met Mamuang, czyli Pierś kurczaka z woka z orzechami nerkowca i chilli. Może dlatego, ze danie wcale nie było pikantne. Ale już Moo San Nai Pad Khing, czyli polędwiczka wieprzowa z woka z imbirem i grzybami mun bardzo smaczne, choć też mało pikantne. Otulone sosem, przypominającym nam rodzimy sos mięsny. Do tego sałatka ze świeżych ogórków, w jakimś słodkawym sosie.

Ogólnie jedzenie jest pyszne i smakowo i jakościowo. To będziemy podkreślać, ale…chcieliśmy się przyczepić do obsługi. Na przyjęcie zamówienia czeka się długo, na zrobienie jedzenie również. A do tego goście są traktowani jako lepszej i gorszej kategorii. Ci, biorący dania lunchowe są tymi gorszymi. Porcje mają mniejsze o połowę i nie podaje się im czekadełka w postaci chipsów krewetkowych. Notabene z równie doskonałym sosem. Niby nic wielkiego, mały zgrzyt, ale my Lao Thai porównujemy już do Mercato, a to zobowiązuje. Tu żaden gość nie powinien czuć się gorszy. A siłą rzeczy tak się czuje, gdy inni goście traktowani są lepiej. No cóż! Więcej aktywności Panie kelnerki, bo kucharza macie świetnego!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne, Przystawki

 

Scampi

30 paź

Miewamy wielkie wyobrażenia, które w toku weryfikacji zamieniają się w wielkie rozczarowania. Tak było w restauracją Scampi. Długo myśleliśmy, że jest to lokal o podobnej klasie co położona niedaleko restauracja Fellini. Rzeczywistość okazała się zgoła odmienna. Wchodzimy do lokalu, a rozparty na kanapie siedzi tylko jeden Pan i ogląda TV. Już po sezonie, więc ruch jest mniejszy. Nie sądzimy więc po pozorach. Stajemy przy barze i czekamy na obsługę. Czekamy, czekamy, czekamy…w końcu Pan oglądający telewizję (okazało się, że szef) krzyczy: „Masz gościa”. Z zaplecza wychodzi kelner i barman jednocześnie, przyjmuje zamówienie na spaghetti bolognese za 29zł., przynosi sztućce, zamówiony napój i wychodzi na zaplecze. Po jakiś 30 min. przynosi nam makaron. Porcja duża, sos znośny, chociaż nic rewelacyjnego, mało pikantny i chyba wcześniej przygotowany, a następnie tylko rozmrożony. Makaron gotowany na bieżąco, ale kupny. Za tę cenę, w tej lokalizacji, biorąc pod uwagę, że myśleliśmy, że to klasa lux, oczekiwalibyśmy makrony robionego na miejscu. Okazało się jednak, że to tylko jedna z wielu restauracji, do której można pójść i coś zjeść, a można i nie iść. Gdyby tylko skupić się na jedzeniu, to można by i na to przymknąć oko, ale w pewnym momencie, nie zważając na to, że lokalu jest jakiś gość, który je posiłek, Pan od telewizora postanowił zapalić sobie papierosa. Może to jest lokal, w którym można palić? O ile nam jednak wiadomo, teraz już palić nie można nigdzie, chyba, że w specjalnie przygotowanych salonikach. Jaki więc obraz się nam wyjawia: mało gości, bo nic ciekawego nie oferują, obsługa przesiaduje na zapleczu zamiast przy barze, bo nie ma gości, szefowi nie zależy, bo goście są tylko nieprzyjemnym dodatkiem do jego lokalu. Lokalu, który istnieje chyba tylko dla właściciela. W którym może posiedzieć, zjeść, obejrzeć telewizję, zapalić papierosa… Szkoda, bo miejsce jest z potencjałem, ma bardzo ciekawą kartę menu, w które są pozycje niedostępne nigdzie indziej. Gdyby wykazano więcej aktywności, pracy, zaangażowania, byłby to lokal na miarę wszystkich tych lokali, z którymi sąsiaduje.  

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne

 

Gdzie na śledzia w occie w Gdańsku?

18 paź

Macie czasem ochotę, żeby zjeść coś prostego, wręcz stołówkowego? Pizzę, burgera, zapiekankę, zupę mleczną, małosolnego ogórka i stopkę, kwaśne mleko z młodymi ziemniakami i koperkiem, zimne nóżki…? Większość z tych dań możemy sobie przyrządzić w domu. Nie wymagają wielkiej pracy, a nawet gdyby, to są bez porównania lepsze niż w lokalach. Mamy niestety takie doświadczenia m.in. z burgerami, spaghetti bolognese i zapiekankami. Jakkolwiek mistrzami kuchni nie jesteśmy, to nasze domowe dania smakują nam lepiej niż widniejące pod tą samą nazwą w restauracyjnych kartach.

Inna rzecz to dostępność. Bo gdzie np. można w Gdańsku zjeść galaretę, flaki, gołąbki, bigos (chociaż tu przyznać trzeba, że to danie, tak samo jak kopytka podaje Pierogarnia u Dzika oraz Gdańska), albo kwaśne mleko? Znajdźcie nam jedno miejsce w Gdańsku, na Pomorzu czy w Polsce (no dobra – za to nie ręczymy), gdzie można spróbować kwaśnego mleka? Słyszeliśmy, że w Pszczółkach jest możliwość kupienia z dystrybutora zwykłego, wiejskiego mleka, które potem można w domu ukwasić. Jeśli w ogóle to tylko w barze mlecznym. Nie twierdzimy, że od razu Polacy w swej masowości chcieliby się obżerać tym, co przynajmniej od święta mają w domu. Sami zresztą powtarzamy, że jadając w restauracji, skuśmy się na coś oryginalnego, czego nie znamy, nie robimy…poznawajmy nowe smaki. Nie ma na to lepszych miejsc niż restauracje. Ale jeśli przyjeżdżają do nas turyści, a na to – przynajmniej cenowo – nastawieni są nasi restauratorzy, to dla nich smak bigosu czy tej nieszczęsnej galarety byłby właśnie czymś nowym i oryginalnym. Niestety nie mają szans tego spróbować, bo nikt tego nie serwuje. Tak samo jak ze świecą szukać śledzi w zalewie octowej, bo one są bohaterem dzisiejszego postu.

Mieliśmy na nie niebywałą ochotę od 3 dni. Na takie zwyczajne, smażone na oleju i zalane octem z cebulą. Ale wiadomo jak to ze śledziami jest: patroszenie, smażenie, niemiły zapach w domu…Wtem idąc na długi wieczorny spacer z psem przypomnieliśmy sobie, że Tawerna Mestwin jako jedyna ma w swojej karcie takie danie. Niestety był to wieczorny spacer (w Gdańsku sen zapada już o 18, więc o 20 to już środek nocy, o 22 czy później nie wspominając) i lokal był zamknięty. W Mestwinie jedliśmy takie śledzie raz. Były zbyt kwaśne (ktoś dodał za dużo octu w stosunku do wody), ale miały ten charakter, o który nam chodziło.

Inną restauracją, która podaje śledzia w occie jest Tawerna Dominikańska. Była otwarta, więc usiedliśmy w ogródku, ocieplanym gazową pochodnią i zamówiliśmy śledzie po Gdańsku w zalewie octowej. I to było wielkie rozczarowanie. Nie ze względu na jakoś, bo były dobre, ale nie w stylu na jaki liczyliśmy. Zrobione były na słodko.

Co więc pozostaje? Kupić w piątek kilo śledzi, otworzyć szeroko okno, włączyć okap i zabrać się do pracy. Przy okazji kot posili się resztkami. Ale trzeba tez apelować: jeżeli podajemy kuchnie polską, to nie powinno w niej zabraknąć tego z czego kuchnia polska słynie. Chwała za to, że serwowany jest żur, barszcz, chłodnik, zrazy, schabowy, kwaśna kapusta, w Bowce ogórek kiszony i smalec, śledzie w oleju i śmietanie. Tyle, ze kuchnia polska to coś dużo bogatszego, a zarazem prostego np. racuchy, flaczki, kapuśniak, kaszanka, której też ze świecą szukać (chyba tylko w Zafishowani oferują)… 

Pamiętacie scenę z Kariery Nikodema Dyzmy, gdy ten, otrzymawszy od Kunickiego dużą sumę pieniędzy, idzie bo baru, najpewniej jakiejś speluny, zamawia wódkę i śledzia. A potem – już na wynos – kilo kiełbasy. Za kiełbasą nie tęsknimy, ale żeby w nadmorskim mieście nie można był pójść i zjeść takiego śledzia… W mieście, gdzie śledź przez wieki był podstawową diety mieszkańców….Nie mówimy już o holenderskich fast-foodach, gdzie istnieją przecież budki (jak u nas z kebabem, burgerem czy zapiekanką) oferujące ryby, w tym śledzie. Wielka szkoda!

 
1 komentarz

Napisane w kategorii Przystawki

 

Gdańskie puby i nocne lokale

08 paź

Gdańsk nie słynie z nocnego życia. Tu sen zapada o godz. 18, w sezonie po 22. Tym cenniejsze są lokale, w których to życie tętni do późnych godzin nocnych. Jednym z najbardziej znanych jest położony na ul. Chlebnickiej legendarny Pub u Szkota. Otwierają go późno, bo o 16, ale czynny jest do 2-3 w nocy. Ma ciekawy i powiedzielibyśmy przytulny wystrój, dużo zakamarków, gdzie można się skryć. Niestety nie bardzo można pogadać ze względu na głośną muzykę i bardzo duży ruch. Ceny mają w wyważone, obsługę chyba przypadkową. No…gdy mamy ochotę się odprężyć przy kuflu piwa to jak najbardziej można. To jedno z niewielu miejsc, gdzie czuć jeszcze ten stary klimat Gdańska z lat 80 i 90.

Obok Szkota, tylko że w piwnicy, znajduje się równie „stary”, chociaż odnowiony pod względem targetu pub Flisak 76. Czynny jest od 18 do 1 w nocy, ale podaje wyłącznie piwa rzemieślnicze oraz coktalie. A my nie mamy niestety tak wyrobionych kubków smakowych, żeby odróżniać i doceniać subtelny smak świńskiej skóry i aromat węgla w piwie. Lubimy piwa koncernowe (choć nie wszystkie) i wcale nie czujemy się z tego powodu gorsi. Co więcej, naszym zdaniem, gdy lokal specjalizuje się w podawaniu piw z małych, lokalnych browarów, to powinien mieć również do zaoferowania coś prostego.

Podobnie jak Flisak wyłącznie rzemieślnicze piwa podają w położonym przy ul. Szerokiej pubie Labeerynt. Czynny jest chyba już od 15 do 3 na ranem. Ktoś na jednym z gastronomicznych forum napisał o nim, że to lokal „Dla kraftowych snobów” i musimy się w nim zgodzić. Za jednym razem do wyboru jest około 10 piw rzemieślniczych. Małe piwo za 10, duże zwykle za 12zł. Można dokonać degustacji przed zamówieniem. To właśnie w tym pubie próbowaliśmy kilku piw robionych oryginalnie, żeby przekonać się, że smakoszami nie zostaniemy. Duży ekran na ścianie, gdzie można obejrzeć transmisje na zielonym boisku, na co dzień dość głośna muzyka, miejsca nie za dużo, ale wygodne krzesełka. Z ogródkiem jest problem, bo nie wiadomo, który należy do nich, a który do położonego wyżej pubu Polskie Kino, gdzie notabene piwo jest koncernowe, tanie, a do tego można zamówić przekąski.

Pubami, w których można zamówić wyłącznie piwa rzemieślnicze znajdują się również przy ul. Straganiarskiej (Pułapka, wystrój taki sobie, ale fajna, kompetentna obsługa ), Długiej (Bruderschaft – zeszliśmy tam po schodkach, ale gdy okazało się, że znowu trafiliśmy na pub dla hipsterów, bez koncerniaka to zrezygnowaliśmy, aczkolwiek wystrój zachęcał, aby zostać), Św. Ducha (Café Factotum i Sch. Schopenhauer). Ten pierwszy, czynny już od 12, nie ma za dużo miejsca, ale za to jest bardzo wygodny i wyjątkowo klimatyczny wieczorem. Ten drugi, czynny od rana do 22 ma jedną zaletę. Można w nim zamówić także coś do jedzenia. Od śniadań, poprzez bajgle, gofry i desery. Mieliśmy okazję spróbować bajgla z kurczakiem na ostro. Świeży, pyszny, chrupiący, ale za 22zł. Świat się kończy! Ceny jak na dworcu, tylko jakoś o wiele lepsza.

O ile nas pamięć nie zawodzi, piwa rzemieślnicze nalewają także w Soul Kitchen International przy ul. Węglarskiej, gdzie swego czasu byliśmy. Również tam podają śniadania i przekąski w postaci burgerów, burrito czy sałatek. W tym miejscu nie można zapomnieć o bardzo przyjemnej kawiarni położonej na ul. Grobla IV – Fusy i Miętusy. Czynna od rana do 22, a w niedziele bardzo często zamykana już ok. 18 serwuje śniadania, kanapki, sałatki, desery oraz piwa z lokalnych browarów i tych wielkich koncernowych rozlewni. Wielkie brawa dla nich, tym bardziej, ze ceny są stosunkowo niskie jak na Gdańsk. Miejsca jest dość dużo, a przy tym w lokalu jest przytulnie, kameralnie. Ogromnie wygodne fotele, przemiła obsługa, a przeszkadzać może jedynie fakt, że czasem po lokalu biegają i hałasują dzieci właścicieli. Wtedy robi się męcząco. Ale to przez nas najbardziej lubiana ze wszystkich gdańskich kawiarni.

Bardzo przyjemnie spędza się czas w Café Kamienica na Mariackiej. Lokal piętrowy, niewielki, dyskretny, z wygodnymi meblami. Piwa w cenach 7-10zł., whisky od 12zł. Można zamówić też coś do jedzenia. Są śniadania, gorące kanapki, sałatki i desery. To kolejna z naszych propozycji kawiarnianych, szczególnie polecana czytelnikom. Aktualna tylko do 22, bo później zamykają.

Zdecydowanie natomiast odradzamy położoną niemal vis-à-vis Cafe Mariacka. Miejsce jest co prawda bardzo klimatyczne, wystrój cudowny, ceny niewygórowane, krzesła trochę mało wygodne i miejsca nie jest za wiele, ale za to obsługa jest koszmarna. Patrzą na ciebie z byka, jakby to była kara, że przyszedłeś wydać u nich pieniądze. Wchodząc, zamawiając i siedząc człowiek czuje się jak intruz. Siedzi jak na szpilkach i szybko pije zamówiony napój bo czuje, że już dawno nie powinno go tam być. Na do widzenia też nie można liczyć. Do tego zero zachęty i zaproszenia dla potencjalnych gości, którzy stoją w progu i zastanawiają się czy wejść. I najczęściej nie wychodzą.

Dobrą propozycją jest dla chcących ugasić pragnienie jest Bakalia Cafe przy ul. Szerokiej. Lokal nie jest duży, ale przyjemny. Oferują tam nie tylko duży wybór alkoholi, ale i napoi bezalkoholowych, w tym kaw i herbat na różne sposoby parzonych.

Po drugiej stronie ulicy znajduje się natomiast Craft Cocktails. Miejsce otwierane o godzinie 18 i czynne do 3 rano. Bardzo nastrojowo urządzone, nie za duże, dyskretne z sympatyczną obsługą. Zauroczyło nas od pierwszej wizyty i na pewno będziemy tam wracać, chociaż nie serwują tam żadnych piw. Jest za to wino w cenie 15zł za lampkę i duży wybór alkoholi wysokoprocentowych: whisky (od 14zł. wzwyż), ginów, rumów, tequili…

Jeżeli chodzi o przyjemny klimat i możliwość zjedzenia czegoś przy okazji to nie należy zapominać o kawiarni Józef K na Piwnej. Szczególnie dobre wrażenie robi wieczorem, gdy pięknie oświetlona sala, aż zachęca, żeby spędzić w niej czas.  

Wspomnieć należy ponadto o Café Szafa. Pub zlokalizowany jest w ustronnym miejscu na ul. Podmurze. Otwarty od popołudnia do późnych godzin nocnych. Wystrój to raczej pomieszanie piwiarni (ściany i niezbyt elegancka toaleta) i cieplej kawiarni (meble i lampy). Ale spokojnie można się tam napić piwa w cenie 6-7zł. A czasem nawet trafić na promocję, i wypić bursztynowy napój za 5zł.  

Polecić także chcieliśmy sieci Irish Pub. Pierwszy zlokalizowany jest przy ul. Korzennej. Jest największy, często zamknięty, mimo, że powinien być otwarty, ma ciemny, raczej dyskotekowy wystrój. Drugi punkt – nasz ulubiony – to Irish Station znajdujący się przy ul. Św. Ducha. Ten z kolei jest niewielki, ale ma bardzo przyjemną barmankę i tanie piwo (5-6zł). Czynny w godz. 18-3.00. Trzeci położony jest przy ul. Grabary i nazywa się Piwnica. Czynny od 16 do 3 w nocy. Dość duży i ma jeden plus: można coś zjeść. A to wbrew pozoru bardzo ważne, bo w miarę siedzenia przy piwie, nachodzi nas ochota na małą lub większą przekąskę, a wtedy nie trzeba wychodzić i szukać kebaba czy zapiekanki. W każdym z tych lokali jest także TV, na którym można obejrzeć mecz piłkarki, w tym rozgrywki z udziałem Lechii Gdańsk.     

Chciałoby się kilka ciepłych słów poświęcić także Café Libertas z ul. Chlebnickiej. Weszliśmy tak kiedyś przypadkiem na drinka, ale okazało się, że alkoholi nie sprzedają. Szkoda, bo byłaby okazja zostać na dłużej, ale już ta chwila wystarczyła, żeby poczuć wyjątkowo ciepły i przyjazny klimat miejsca i obsługi.

Była ponadto okazja wypić kawę i piwo Kawiarni Filmowej – W Starym Kadrze, ale nie mamy do niej żadnego sentymentu. Ceny raczej wysokie, obsługa nabzdyczona, bez poczucia humoru. Niby nie ma się do czego przyczepić, ale i nie ma pokusy, żeby wrócić.

Osobną kategorię stanowią klub Kabaret Ewan, czynny od 20 do 4 rano (w piątki od 14) oraz Centrum U7. Pierwszy jest raczej lokalem dla Panów (w końcu występują tam tancerki – nie mylić ze striptizerkami. To raczej tancerki w stylu dwudziestolecia międzywojennego), bądź dla grup zorganizowanych, które chcą bawić się na wieczorach panieńskich i kawalerskich. Wystrój nawiązuje do targetu i przyjemnie się tam siedzi. Ceny wygórowane (piwa z kija od 14zł). U7 to z kolei pub, gdzie można się i napić i coś zjeść, chociaż z tym jedzeniem to sami nie wiemy, bo byliśmy kiedyś po 18 i wyszło, że kuchnia już zamknięta, ale przychodzi się tam głównie po to, aby pograć w bilard i kręgle.

O kawiarni Pikawa, Maraska, Goldwasser Coffee Shop, Tekstylia, Riviera Literacka, Elephant czy pubie Piwnica Św. Jerzego już wspominaliśmy. Cztery ostatnie są właściwie restauracjami, ale my kwalifikujemy je raczej jako lokale, w których głównie, ze względu na klimat i wystrój, warto pić drinki lub piwo. Tyle, że trzeba będzie za nie zapłacić więcej niż w popularnych pubach. To samo z pozostałymi lokalizacjami. Wszystkie są piękne, bardzo przytulne, że aż chce się wracać. Czy zatem klimat rekompensuje ceny? Gdy trzeba odbyć poważną biznesową rozmowę lub spędzić romantyczne chwile z dziewczyną, to na pewno, ale gdy mamy pół godzinną przerwę na kawę lub umawiamy się z kumplami na drinka, to są tańsze wybory.

Jak na pierwszą część naszego subiektywnego przewodnika po lokalach, gdzie można się czegoś napić, nawet późno w nocy, to wystarczy. W miarę zdobywania nowych doświadczeń, kiedyś napiszemy cześć następną, wszak jest tego w mieście dużo więcej.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Kawiarnie/Puby

 

Sapore w Gdańsku

02 paź

Sapore to nowa pizzeria położona na ul. Tkackiej, niedaleko Wielkiej Zbrojowni. Wnętrze bardzo przyjemne, utrzymane w tonacji współczesnych pizzerii. Ale co ważniejsze, serwują tam dobrą pizze i inne dania obiadowe oraz przekąski. Ciasto na pizze bardzo cienkie, troszkę przypalone (nad czym kuchnia powinna trochę popracować), ale mało chrupkie. Sos i składniki przyzwoite, chociaż należałoby popracować nad wielkością kawałków. Jeśli bowiem zamawiamy pizze z dodatkiem cebuli, to chcielibyśmy aby była pokrojona w piórka, a nie ćwiartki. Mimo tych paru mankamentów nie będziemy zawiedzeni.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne

 

Grand Cru

26 wrz

Są miejsca, do których zawsze miło nam się wraca. Jednym z takich miejsc jest restauracja Grand Cru. Wrzesień to w tym lokalu miesiąc grzybowy. Przybyliśmy więc, aby spróbować tych leśnych specjałów, niestety jednego z dań nie było. Z tego też względu zamówiliśmy kurki w śmietanie na grzance ziołowej oraz bulion rybny z kołdunami nadziewanymi mięsem dorsza.

kurki-duszone-kopiowanie

KURKI DUSZONE W ŚMIETANIE Z ROZMARYNEM I GRZANKĄ ZIOŁOWĄ

Na początek poczęstowano nas pasztetem z łososia. Pyszny, a wyrazistości dodawał mu lekki mus położony jako dekoracja na talerzu. Przystawka w postaci kurek także była doskonała i nietypowo podana, bo nie grzyby na grzance, ale grzyby przekładane grzankami. Małe, ale smakowite. Dobre był również bulion, chociaż tutaj chcielibyśmy się troszkę przyczepić do ciemnego ciasta, które naszym zdanie było za grube. Sam jednak bulion i ryba doskonałe.

Kto będzie miał jeszcze okazję w końcówce września wpaść do Grand Cru to zachęcamy do spróbowania sezonowej karty. Tej, albo nowej, która pojawi się w październiku. Sami jesteśmy jej ciekawi. Albo spróbowania czegoś z karty stałej, ale i ona pewnie wkrótce ulegnie zmianie.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Przystawki, Zupy

 

La Cucina cz. 4

21 wrz

La Cucina – nasza włoska perełka. Dziś chcielibyśmy skupić się na pizzy, chociaż ostatnio lubimy wpadać do La Cuciny na dania z tablicy, czyli jedzenie sezonowe, które pojawia się, a  po kilku daniach zastępowane jest nowymi propozycjami. Na tej sadzie delektowaliśmy się kilkoma daniami opartymi o grzybowe specjały, w tym rydze smażone, borowiki z parmezanem…Niektóre były bardzo dobre, niektóre dla nas za słone, ale generalnie przystawką można było się najeść. Spróbowaliśmy także Spaghetti cacciucco z pomidorami i owocami morza. Pyszny, własnoręcznie wykonany makaron, dokonały sos pomidorowy i w owoce morza. To danie szczególnie polecamy!

Ale chcielibyśmy się skupić na flagowym i stałym daniu czyli pizzy. Mieliśmy bardzo długą przerwę, jeśli chodzi o zamawianie tego placka. Kiedyś wychodząc z domu do lokalu, człowiek żywił się tylko pizzą. To był przysmak. Potem robiliśmy pizze w domu. Ostatnio jednak znajoma zapytała, czy nie zamówilibyśmy pizzy na pół. Zgodziliśmy się i przepadliśmy, bo zamawiamy ją regularnie. To co otrzymaliśmy było oszałamiające. Cieniuteńkie, delikatne i chrupiące ciasto, zero boków na końcu, wyważony smakowo sos pomidorowy i nieliczne, ale smaczne dodatki. Łał! Najlepsza pizza jaką kiedykolwiek jadłyśmy. Jeśli na pizze to tylko do La Cuciny! Jedyny minus jest taki, że nie oferują do pizzy smakowej oliwy. Ale gdy weźmiemy pizze do domu, to możemy są sobie oblać oliwą jakaś ulubioną aromatyzowaną oliwą lub nawet ketchupem. 100% jakości.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne, Przystawki

 

Long Street 52

03 wrz

Swego czasu napisaliśmy, że nie ma na Długiej żadnej restauracji godnej uwagi. W istocie było tak do niedawna, a ta którą chcieliśmy dziś polecić, nie jest może tak doskonała jak Prologue, ale daje radę. Wystrój lokalu raczej magazynowy, czyli nie nasz styl. Wydaje nam się też, że źle rozwiązano kwestię ustawienia stolików, przez co w środku mogłoby być więcej miejsca do siedzenia. Dużym rozczarowaniem jest również fakt, ze nie można zadzwonić i zarezerwować stolika lub poprosić o wcześniejsze przygotowanie potrawy, bo dzwoniąc na numer lokalu nie dodzwonimy się na salę, ale do jakiegoś „managera”, „właściciela”, który ani zamówienia nie przyjmie, ani nie powiadomi obsługi, że chcemy zarezerwować stolik. Gdy już jednak dojdziemy na miejsce zostaniemy profesjonalnie i szybko obsłużeni. Podczas naszych wizyt w Long Street 52 zamówiliśmy sałatkę z kaczką za 30zł., pizze z tuńczykiem za 26zł. oraz lody popcornowi za 16zł.

Sałatką byliśmy zachwyceni. Połączenie smakowe, słodko-ostrego dressingu, kwaskowatego buraka, świeżych, chrupiących warzyw i ziół. Istny mix wrażeń! Bardzo oryginalnym połączeniem smakowym były także lody. Słodki, śmietankowy, ciut maślany smak samych lodów i słonawy posmak karmelu i ziarenek popcornu, którym był obsypany. Stosunkowo najgorszą propozycją była pizza. Grube ciasto, grube boki pizzy, za duże kawałki składników. Zupełnie przeciętna, co dziwne, bo jeżeli kucharzowi wychodzą trudniejsze rzeczy, do tego w tak pięknej odsłonie wizualnej, to i umiejętność robienie pizzy powinien mieć opanowaną. No, ale może miał groszy dzień. Mimo tej pizzy warto jednak wpaść do Long Street 52. Nic lepszego na Długiej chyba nie znajdziecie.

salatka-z-kaczki-burakow-kopiowanie

SAŁATKA Z KONFITOWANYM UDEM KACZYM/ RUKOLA /BURAK MARYNOWANY/POMIDORKI /CZERWONA CEBULA / DRESSING ŚLIWKOWO-IMBIROWY

lody-popcornowe-kopiowanie

LODY POPCORNOWE /GALARETKA Z KWIATÓW / SŁONY KARMEL

 

Punto Bianco

29 sie

Na Targu Rybnym otworzyła się niedawno nowa pizzeria. Lokal jest niewielki, znajdują się w nim jedynie 5 stolików. Troszkę więcej miejsca jest na zewnątrz, w ogródkach piwnych znajdujących się bezpośrednio przed wejściem i trochę dalej, za parkingiem, przy kanale. Pierwszy minus lokalu, to ogromne trudności z dodzwonieniem się do lokalu i zamówienie pizzy. Najlepiej przyjść osobiście. Czas oczekiwania na zamówienie trwa ok. 10 min. A efekt końcowy? Pizza będzie smakowała przede wszystkim osobom, które lubią pizze w Polskim stylu, a więc na grubszym cieście. Ciasto dobre, chociaż nie chrupkie, sos również przyzwoity. Pozostałe składniki w optymalnej ilości.

Miłośników włoskiego smaku niezmiennie zachęcamy do skorzystania z oferty La Cuciny, gdzie pizza jest fenomenalna. Tej w Punto, przez grubość ciasta, brakowało tego: Łał!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Dania Główne

 

Sushi 77 w Gdańsku

20 sie

W tym odcinku mięliśmy napisać o jedzeniu na Jarmarku Dominikańskim. W prawdzie na tym tandetnym zlocie Januszy i Grażyn, nadal dominującym pejzażem są stoiska z goframi, grillowanym oscypkiem, pieczoną golonką i bigosem oraz pajdą chleba, stojącym całymi dniami na słońcu kociołkiem smalcu, niewiadomego pochodzenia i kiszonym ogórkiem, ale od kilku lat pojawiają się też na nim jakieś małe nowości. Niestety cena i jakość tych nowości nie bardzo zasługuje na większą uwagę. Jeżeli kram z frytkami podaje niedosmażone frytki i kasuje za to prawie 10zł., to jest to nie do przyjęcia.

Dlatego dziś będzie o japońskie restauracji 77sushi znajdującej się na Długim Pobrzeżu. Lokal jest niewielki, naliczyliśmy z pięć 4-osobowych stolików, a w ogródku rozciąga się przyjemny widok na kanał. Zamówiliśmy małą przystawkę w postaci pierożków z farszem kaczki za 15zł. Jako czekadełko podano nam sałatkę z alg wakame z ogórkiem i sezamem, a po jakiś 15min. także przystawkę z sosem sojowym i sezamem. Ciasto cienkie, mięso dobre, niezbyt doprawione, zdominowane przez imbir. Jesteśmy na plus.

Jest tylko jedna wada. Piwa podają wyłącznie 0,33l. Za to po 7zł., podczas gdy gdzie indziej 8-10zł.

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Przystawki

 

Patio Español cz. 2

16 sie

Dzisiaj słów kilka chcieliśmy poświęcić dwóm przystawkom w Patio Espanol. Pierwsza z nich to krążki kalmara z sosem alioli za 17zł. Świetnie usmażone, chrupkie i delikatne, ale sos do nich dołączony jakiś nijaki. Nie zachwycił nas. Druga przystawką, o której chcieliśmy wspomnieć to empanadas – pierogi z ciasta filo faszerowane kaczą tuszą pieczoną w cytrusach z sosem z ostrej truskawki za 23zł. I ta nas zupełnie zachwyciła. Świetne mięso, do tego chrupiące ciasto filo oraz połączenie świeżej zieleniny i słodko-pikantnego sosu, przesiąkniętego aromatem truskawek przywołuje pamięć wiosny. Lekkie danie, bardzo orzeźwiające. Brawo!

empanadas-kopiowanie

EMPANADAS

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Przystawki

 

Co kupić na Jarmarku Dominikańskim?

12 sie

Coroczny, największy zlot tandetnych baraków w Polsce już na półmetku. Jak zwykle można tam dostać wszystko, tylko nie to czego nam akurat potrzeba. No dobrze, rytualne psioczenie na jarmark mamy już za sobą. Prawda jest jednak taka, że i czas trwania, i rozpiętość stosik, i asortyment oferowanych tam produktów jest dość nietrafiony. Blokowane jest bowiem 2/3 Głównego Miasta na okres 23 dni handlowych, przy jednoczesnej powtarzalności produktów. Jeśli dodamy do tego fakt, że w dużych, bądź specjalistycznych sklepach lub przez internet można kupić już wszystko, to jedynym atutem jarmarku dla Gdańszczan jest możliwość dotknięcia lub spróbowania rzeczy przed kupieniem i nie płacenie za dostawę.   

Na potrzeby niniejszego artykułu skupiliśmy się jedynie na oferowanych do sprzedaży produktach spożywczych i monopolowych. I tak mamy kilkadziesiąt boksów z litewskimi wędlinami, ale ani na jednym nie uświadczysz np. suszonych świńskich uszu. Kwas chlebowy – proszę bardzo, jest wszędzie, ale już wędzone sery są tylko w jednym punkcie, przy czym wyłącznie kozie. To samo ze stoiskami oferującymi przyprawy, na których nie sposób dostać np. wędzonej czy czarnej soli. Dodać do tego trzeba oczywiście kilka punktów z niby oryginalnym pieczywem, rzemieślniczym piwem jednej firmy i miodami. A przecież właściwie każdy kraj czy nawet region ma coś do zaoferowania. Gdyby tak otworzyć kram z azjatyckimi, francuskimi czy kanadyjskimi produktami, austryjackimi destylatami… byłoby w co się zaopatrzyć.

Z ciekawszych propozycji mamy obecnie na jarmarku jedynie polskie wina owocowe, sery austryjackie oraz stoisko z hiszpańskimi produktami, gdzie można dostać m.in. szynkę, oliwę, wino, jakieś konserwy, chipsy kukurydziane i małe słoiczki trufli w zalewie. Chociaż to nie żadna nowość, mamy przecież stoisko hiszpańskie w Galerii Bałtyckiej. Jednymi zatem rzeczami, które nas zainteresowały były produkty orientalne. Oczywiście smak i zapach orientu jest wszebogaty i nie ma mowy o przetransferowaniu go na Jarmark Dominikański, tym niemniej udało nam się przy czymś na dłużej zatrzymać. Na jednym ze stoisk przy ul. Pańskiej wypatrzyliśmy, pochodzącą z Libanu wodę z kwiatów pomarańczy lub z kwiatów róży 0,5l za 16 zł. Wspaniały dodatek aromatyzujący np. do ciast. W sklepie internetowym taka sama jest za ok. 12zł., no ale jak wspominaliśmy – odchodzi koszt dostawy. Można tam kupić także sok z pestek granatu, baklave, oliwki w zalewie i różnego rodzaju sosy na bazie papryki i bakłażana.

Jeszcze większym asortymentem (chociaż bez wody pomarańczowej) dysponuje bus-kram turecki Orientalne Klimaty, stacjonujący na Zielonym Moście. Obsługuje go przesympatyczny Turek (a może już Polak tureckiego pochodzenia), który na co dzień ma swój sklep w Ząbkowicach Śląskich. Obkupiliśmy się tam w różne przyprawy na bazie papryczek chili m.in. suszone, pokruszone papryczki, harrisę i sos chili w płynie. 

Co więcej? Jest kram z gruzińskim jedzeniem, gdzie można kupić kilka rodzajów win i parę produktów gruzińskiego pochodzenia, stoisko z miodówką prezydencką, wyrobami masarskimi z dziczyzny…no w sumie jak co roku. Czy warto? Nie warto!

 
Brak komentarzy

Napisane w kategorii Wydarzenia/Produkty